Samochodem po Europie 2017- Dubrownik (dzień 20)

Łamanie kołem

Wstałem znowu połamany po spaniu na karimacie. Taczałem się wieczorem z boku na bok. Wstaliśmy o 6:40. Szybko wypiliśmy kawę spakowaliśmy się. Poszedłem zanieść pierwsze rzeczy do samochodu a tam widzę jakiś samochód mnie zastawił. Z rejestracji wynikało że Francuz. Zostawił u siebie w aucie za szybą numer telefonu. Miałem już dzwonić aż pojawiła się kobieta która była współwłaścicielką samochodu. Chciałem z nią porozmawiać ale to jak gadanie do ściany. Francuzi nie uczą się angielskiego i  to specjalnie. W końcu udało się dojść do porozumienia i odjechali samochodem, chodź mówiłem że wystarczy przestawić auto o pół metra. W transzach wnieśliśmy resztę rzeczy z obozowiska do bagażnika i wyruszyliśmy do Dubrownika.

Dubrownik

Zostawiliśmy samochód na płatnym parkingu blisko centrum ( niemiłosiernie drogim bo 160 kun nas kosztował ). Rozpoczęliśmy od zwiedzania muru okalającego stare miasto. Wejście na ten przybytek to koszt 150 kun. Cała trasa zajęła nam około 1,5 godziny, ale było warto. Mur ciągnie się wokół miasta, dzięki temu możemy je zobaczyć z każdej perspektywy. Spodziewajcie się tłumów i jęczących bab, które skomlą jak to ciężko wchodzi się po schodach.

Po zejściu z muru, przeszliśmy się główną ulicą Stradun, która prowadzi do tutejszego portu. Za 90 kun za osobę kupiliśmy bilet na żółta łódź podwodną pływającą dookoła miasta.  Mieliśmy szczęście bo byliśmy jedynymi osobami na Kursku. Jednostka stała się taką naszą prywatną armadą na Morzu Adriatyckim.  Popłynęliśmy brzegiem aby zobaczyć mur od strony wody. Następnie wytyczyliśmy kurs na pobliską wyspę. Kapitan dał znać aby schodzić pod burtę i przez szklane szyby w dnie przyjrzeć się podwodnej faunie i florze. Rzeczywiście było widać, wodorosty i rybki. Cały rejs trwał około 45 minut. Na koniec dopytałem się kapitana o kilka rzeczy, między innymi o najlepsze miejsce widokowe na Dubrownik. Był bardzo rozmowny i udzielił potrzebnych informacji, na koniec zrobił nam jeszcze zdjęcie i życzył miłej podróży. Taki z niego był dobry koleś.

Kolejna atrakcja to plac i schody przy których kręcono scenę z serialu  „Gra o Tron”. Można je szybko namierzyć po skupiających się w tym miejscu turystach i słowie „Shame” które między sobą wypowiadają. Oczywiście foteczka, kadrowana jak w serialu musiała być. W drodze powrotnej na parking, kupiliśmy sobie lody za 10 kun. Jedna gałka ale za to sroga, można by ja porównać do 2 naszych, w smaku niepowtarzalna.

Góra nad Dubrownikiem

Po wyjechaniu z aglomeracji skierowaliśmy się na pobliską górę i miejsce które wskazał nam kapitan łodzi podwodnej. Prowadziła tam bardzo wąska ścieżka. Można też tu wjechać kolejka linową  z okolic miasta, ale kwota, którą trzeba dać zniechęcała do tego. Widok z samej góry był piorunujący. Dubrownik widać było w całej okazałości.


Nasza opinia: Dubrownik
Widoki
6/6
Zabytki
5/6
Cena
3/3

Powrót

Wytyczyliśmy trasę do hotelu obok Zagrzebia ( wizja spania na przedziurawionym materacu zniechęciła nas do namiotu ).  Google pokazywało 6 godzin do celu. Ruszyliśmy. Widoki za oknem zmieniały się jak w kalejdoskopie. Po drodze mijaliśmy palące się obszary. Było dużo dymu, a wokół latały samoloty zrzucające wodę. Około 19 dotarliśmy do hotelu o dźwięcznej nazwie Pastuh Pub. Wygłodniali jak nachodźcy po kilkudniowym rejsie pontonem, rzuciliśmy się na zamówiony talerz mięsiw za 120 kun. Było smacznie, może niezdrowo, ale trzeba było naładować baterię. Wieczorem zaszliśmy jeszcze do pobliskiego Lidla, zrobiliśmy zakupy i spać.

Facebook Comments

You may also like...