Samochodem po Europie 2017- Jeziora Plitwickie (dzień 14)

Tempo ekspresowe

Wstaliśmy wcześnie rano aby jak najszybciej dostać się do wejścia na jeziora Plitvickie. Byliśmy zastraszani wizją przeogromnych kolejek, o których informowały niektóre portale. Dojechaliśmy na miejsce około 8. Wjechaliśmy od strony wejścia NR 1 które było zachwalane w internecie, zaparkowaliśmy na płatnym parkingu obok samego parku (było sporo asów, którzy parkowali wzdłuż drogi – za free). Cena to 7 kun/h. Już wiedziałem że będzie źle, parking o tej godzinie pękał w szwach. Przeszliśmy na druga stronę ulicy i zobaczyliśmy kolejkę. Bita godzina stania a to dopiero co kur zapiał. W kolejce było słychać polskie akcenty, to też wiedzieliśmy że Nasi tu są. Same kasy pracowały opieszale, tak że dochodziły do nas wyszukane głosy dezaprobaty dla osób za okienkiem.

Jeziora Plitwickie

Nie mało się pomyliłem bo przestaliśmy chyba 50 minut zanim udało się kupić bilety.  Kosztowały po 180 kun na osobę. Kolejka z każdą minutą rosła, więc i tak była to dobra decyzja aby przyjechać wcześniej.

Po wejściu na teren parku do wyboru jest kilka tras, my wybraliśmy wariant C, którego przejście wg przewodnika zajmuje od 4 do 6 godzin. Park jest niesamowity. Już przy samym wejściu widać duży wodospad, do którego można trafić, odchodząc trochę od głównej trasy. Ogólnie przyjąć trzeba że zwiedzanie jest schematyczne ze względu na kaskadowe ułożenie jezior. Czyli wodospad, jezioro, wodospad, jezioro i tak dalej. Każde z obszarów ma niepowtarzalny urok. W cenie biletu jest przeprawa promem przez wodę (do statku też w kolejce swoje trzeba odstać). Jeziora są krystalicznie czyste, widzieliśmy nawet raki, które jak wiadomo są wybredne co do miejsca zamieszkania.  Trasa kończy się na samej górze, skąd z powrotem na parking odwozi busik (a raczej bus-pociąg). Zwiedzanie zajęło nam około 5 godzin.

Nasza opinia: Jeziora Plitwickie
Widoki
6/6
Zabytki
0/6
Cena
2/3

Przydrożny bar

Po drodze zajechaliśmy na obiad do przydrożnego baru ( https://goo.gl/maps/hEJnQdJNGPv ) Był to taki nasz klon baru mlecznego z PRL’u, trzeba przyznać jednak że jedzenie było wyśmienite a porcje treściwe. Alicja zauważyła że z tyłu są jakieś karcery. Podeszliśmy bliżej a tam biegające misie w zagrodzie. Ja rozumiem że niektórzy trzymają psy, niektórzy wola koty, ale żeby niedźwiedzie. Od zwierząt dzieliła nas metalowa siatka i pastuch pod napięciem, wiec czuliśmy się względnie bezpieczni. Na „taś taś” nie reagowały,  więc ruszyliśmy w dalszą trasę.

I co się gapisz

 

Tips

W Chorwacji na każdym z kempingów akceptują EURO, myślę że nawet bardziej preferują tą walutę niż Kuny.

 

Search&book

Dotarliśmy w okolice Zadaru , gdzie chcieliśmy się rozbić z namiotem. Wszystkie miejsca były zapchane, udało się jakimś fartem dostać skrawek wygniecionej trawki przy płocie. Właścicielka, bardzo optymistyczna Chorwatka, wzięła 25 euro za noc. Na tym samym kempingu spotkaliśmy młodego Polaka ze śląska, pogadaliśmy trochę, wymieniliśmy doświadczenia odnośnie  cen jak to Polacy, a  potem poszliśmy z Alicją wzdłuż plaży. Po drodze zahaczyliśmy o jakiś lokalny bar, który był okupowany w większości przez Niemców. Wypiliśmy po piwku i wróciliśmy do namiotu.

Facebook Comments

You may also like...