Samochodem po Europie 2017- Zamek Neuschwanstein (dzień 3)

Dłuuuuga droga

Następny cel wyprawy znajdował się na południu Niemiec niemal że przy granicy z Austrią. Wstaliśmy rano zrobiliśmy swojskie kanapki z pasztetem i ruszyliśmy w trasę. Do przejechania około 450 km. Jazda była dość monotonna, raz zjechaliśmy na przydrożny parking, zjeść obiadzik przyrządzony na własnym sprzęcie. Na parkingu zaczepił mnie niemiecki dziadek, aby mu pomóc z nawigacją. Przestawił mu się język na arabski i nie mógł go zmienić. Tam już nawet elektronika wie co ich czeka za kilkanaście lat. Próbowałem mu pomóc, chodź nie jestem słaby z konfiguracji różnych urządzeń, tym razem poległem. Dziadek poklepał mnie po ramieniu i ze smutkiem poszedł do swojej żony. Zwinęliśmy nasze kuchenne rzeczy  i ruszyliśmy dalej.

Wyżera

Zamek Neuschwanstein

Zamek Nouszwaszwaszs .. coś tam

Gdy zajechaliśmy na miejsce oczom naszym ukazał się przepiękny widok. Z płaskiej równiny wyrastały góry , a na nich stał cudowny zamek. Musieliśmy się zatrzymać i pyknąć kilka sweet fotek. Aby dostać się do środka należało kupić bilet, niestety zajechaliśmy tam zbyt późno bo biletów już nie było.

Do zamku idzie się piechotą, szlak wygląda tak jak na Morskie Oko. Sporo ludzi, niektórzy przemierzają trasę w klapach lub japonkach, na asfalcie leży gówno po koniach , które wożą Niemców. Co do tego gówna to jednak nie ma tak źle bo jeżdżą specjalne czyściochy, które usuwają pozostałości po zwierzętach.  Dotarliśmy pod samą bramę wejściową. Zamek z  bliska nie robi jednak takiego wrażenia, nie da się go w całości podziwiać i może dlatego traci trochę na swej majestatyczności . Zwiedziliśmy to co można było zwiedzić bez biletu. Już mieliśmy wracać ale Alicja zobaczyła w mostek w oddali , na którym stało mnóstwo ludzi. Okazało się że można tam dojść. Tak też zrobiliśmy.

Wincyj Niemców w oddali

Widok z mostu był niesamowity. Było tam sporo ludzi , większość trzaskała selfie. Poprosiliśmy jakiego eksperta-fotografa ( nosił lustrzankę Nikona z jasnym obiektywem za minimum 5k zł i miał ustawiony tryb AUTO ) aby zrobił nam zdjęcie. Po sesji przeszliśmy przez most i wspięliśmy się jeszcze wyżej. Tutaj już nie było ludzi w klapkach bo wejście jednak było drobnym wyzwaniem. Zamek zobaczyliśmy trochę z innej perspektywy, było warto.

Mają rozmach sku….

Zeszliśmy na dół. Zapakowaliśmy się do samochodu zapłaciliśmy za parking i pojechaliśmy dalej. Następny przystanek był w okolicach Insbrucku. Dotarliśmy tam pod wieczór. Na kempingu było już sporo osób, udało się jednak dostać miejscówkę. Cena była w okolicach 30 Euro. Widok był super bo mieszkaliśmy w dolinie i było widać sterczące góry. Zrobiliśmy sobie jedzenie, wypiliśmy piwko i poszliśmy spać.

Facebook Comments

You may also like...