Wokół Szkocji 2017 – Glasgow w pół dnia

Tak daleko a tak blisko.

Wyruszyliśmy samolotem z Gdańska o około godziny 20  a już o 21:20 czasu lokalnego znaleźliśmy się na lotnisku Glasgow Airport, które notabene nie leży w tytułowym mieście a w pobliskim miasteczku Paisley.  Po wyjściu z budynku uderzyła w nas temperatura, która była przynajmniej o 10 stopni niższa niż w Polsce. Słońce już też dawno zaszło więc, w świetle miejskich lamp udaliśmy się szukać wypożyczalni samochodów.

Panie ale to przecież Opel

Szybko znaleźliśmy miejsce odbioru auta, bo było tuż przy samym budynku odlotów. Dyspozytor wydał nam kluczki i dokumenty. Żwawym krokiem podeszliśmy do samochodu, bo zimno dawało się we znaki. Otwieram drzwi, wsiadam, patrzę a tam nie ma kierownicy. Szybko się zreflektowałem i wszedłem od prawej strony, tam już była ;). W angielskich samochodach, po za tym że cały kokpit jest po drugiej stronie reszta jest prawie tak jak w Polsce. Biegi zmienia się tak samo chodź lewą ręką, pedały rozmieszczone są identycznie, to samo tyczy się drążków przy kierownicy.

Co przykuło moją uwagę to logo i nazwa samochodu, z którym do tej pory się jeszcze nie spotkałem. Wskazywało ono na to że jest to samochód Vauxhall Astra. Coś mi się tu nie zgadzało, bo buda wyglądał identycznie jak Opel Astra. Jak potem doczytałem, okazało się że Opel sprzedaje swoje samochody na rynku brytyjskim pod zmienioną nazwą Vauxhall. Genezą tego zjawiska jest to że Opel wykupił podupadającą już firmę produkującą pojazdy Vauxhall i aby nie wchodzić z nową marką na rynek, w swoich samochodach zmienił tylko emblemat i tym samym przyoszczędził na intensywnej reklamie.

Zderzenie z angielską kulturą

Pierwsze minuty jazdy można by było nagrać i umieścić na Joe Monsterze aby ludzie się pośmiali.  Po ciemku kursowaliśmy po parkingu nie widząc wyjścia. Na szczęście ktoś  przechodził i powiedział gdzie trzeba się kierować. Bramki przy wyjeździe były automatyczne, po podjechaniu blisko nich, same się otwierały. Dotarcie do hotelu zajęło nam dwa razy więcej czasu niż pokazywało google, ale obyło się bez uszkodzenia samochodu.

Już na miejscu w pokoju spotkaliśmy się z następną różnicą miedzy Polską a Anglią. Oddzielne krany z zimną i ciepłą wodą. Nie da się tego wycyrklować tak żeby się nie poparzyć. Trzeba korkować zlew wlać trochę ciepłej trochę zimnej wody i wtedy używać. Kompletnie niepraktyczne i po krótkim czasie staje się irytujące. W internetach widziałem jak Polacy na wyspach sobie radzili z tym nietuzinkowym problemem ( na obrazku nr 2 Polska myśl inżynieryjna )

Tips

Przyjętą praktyką jest to że podczas odbioru samochodu z wypożyczalni ekspedientka będzie nam wciskać wszelakie produkty takie jak dodatkowe ubezpieczenia, GPS i inne cuda. Warto wiedzieć że podnoszą one diametralnie podstawowe koszty wynajmu (które wpłacaliśmy rezerwując auto przez internet). Jeżeli nie wymaga tego od nas sytuacja lepiej zrezygnować z propozycji miłej pani.

 

Glasgow modernistyczny

A z tyłu Tytanik

Była środa, około 8 rano gdy wymeldowaliśmy się z hotelu. Panował duży ruch na ulicach, ludzie pędzili do pracy, robiły się korki, co było dla początkującego prawostronnego kierowcy dobrym znakiem. Powolna jazda na zatłoczonych drogach  pozwoliła przyzwyczaić się do samochodu.

Bezpiecznie dojechaliśmy do Glasgow. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Centrum Nauki położonego w zachodniej części miasta. Zaparkowaliśmy przy obiekcie płacąc 3.5 funta za dzień. Podeszliśmy do frontu budynku, zrobiliśmy kilka zdjęć i  ruszyliśmy ku następnym budowlom. Modernizm było widać wszędzie. W okolicy znajdował się kompleks budowli z betonu metalu i szkła zaprojektowane z kunsztem i zbudowane z rozmachem. Tak się jednak złożyło  że byliśmy nielicznymi osobami które to podziwiały. Miejsce świeciło pustkami.  Byliśmy rano, ale chyba nie aż tak wcześnie aby nie widzieć nawet skośnookich turystów.

Za Centrum Nauki wzbijała się  wysoka wieża widokową o niebanalnej nazwie Glasgow Tower. Wyglądała zachęcająco, ale czas nas gonił i podjęliśmy decyzję że ruszamy piechotą do centrum miasta. Przeszliśmy mostem przez rzekę Clyde i truchtaliśmy wzdłuż niej, mijają po drodze kolejne interesujące budynki jak np SEC Armadillo lub SSE Hydro.

 

Glasgow zabytkowy

Po 30 minutach spacerku ujrzeliśmy wyłaniające się budynki starego miasta. Przed wejściem na plac Grzegorza wita nas monument Arthur’a Wellesley’a na koniu uważany za jeden z najdziwniejszych pomników na świecie. Co go odróżnia od pozostałych posągów to nie pionierski kształt, nie zadziwiająca  postura a plastikowy słupek drogowy osadzony na mosiężnym czerepie. Aby nadać patosu można stwierdzić, że ten przedmiot, umieszczony tam przez pranksterów, symbolizuje siłę społeczeństwa przeciwko nieugiętej władzy, która bezskutecznie próbowała usunąć drażliwy obiekt z głowy księcia. Po wielu nieudanych próbach, ku uciesze lokalnych działaczy (  https://www.facebook.com/keepthecone/ )  i turystów, do dziś możemy podziwiać w tej własnie formie sławny słupek monument.

Kilka kroków dalej wchodzimy na plac Grzegorza, opanowany przez stado wygłodniałych ptaszorów, zdolnych do każdych poświeceń w imię wyższych celów : jedzenia. Sam plac nie porywa, chodź warto tu zajrzeć aby zobaczyć jak wygląda tutejszy Ratusz.

 

 Glasgow artystyczny

Na sportowo

Murale w mieście widać co krok, upiększają szarą industrialną rzeczywistość. Ukazują ciekawą tematykę pośrednio lub bezpośrednio powiązaną z lokalną społecznością. Wszystkie mają coś specyficznego i niesamowitego w sobie, są również  i takie które można oglądać tak długo jak niektórzy Modę na Sukces. Szczerze mówiąc to dopiero po powrocie do domu, oglądając zdjęcia zdaliśmy sobie sprawę jak było ich dużo i jak dopełniały klimat miasta.

Jeżeli jesteśmy w tematyce kulturalnej to warto też dorzucić że to własnie w Glasgow kręcono sławny film Trainspotting traktujący o perypetiach tutejszych ćpunów. My na szczęście nie spotkaliśmy żadnego po drodze przypadek?.

Mapa murali w mieście :

Glasgow sakralny

Truskawką na torcie ( jak to mawia Hajto podczas komentowania meczy) była katedra i Nekropolia. Zanim jednak tam doszliśmy, zatrzymaliśmy się obok gotyckiego kościoła który swoim widokiem przyciągnął naszą uwagę. Było w nim coś dziwnego, nie miał krzyża na dachu ani wokół placu na którym stał. Musiałem to sprawdzić i wszedłem do środka. Pomieszczenie gdzie normalnie odbywają się msze, było przekształcone w salę konferencyjną. Na moje szczęście odbywała się tam własnie prelekcja o tematyce IT.  W miejscu nawy głównej umiejscowiona została plansza na której wyświetlane były kolejne slajdy. Budynek to Barony Church, zaadoptowany prze uniwersytet Strathclyde na swoje potrzeby i przemianowany na Barony Hall.

Po tym szokującym przeżyciu ruszyliśmy dalej zwiedzić słynna katedrę w Glesgow. Weszliśmy do środka, widoki porywają. Wielkość katedry może nie jest zbytnio megalityczna i nie przytłacza, rekompensuje to jednak architektura gotycka, która pokazuje swoja surowość. W podziemiach zorganizowano małe muzeum, gdzie można zobaczyć np. średniowieczny miecz lub komnaty których wystrój starano się utrzymać w konwencji tamtej epoki.

Tuż obok katedry znajduje się położona na wzniesieniu nekropolia. Rozsiane po całej górze pomniki napawają grozą i tajemniczością. Chodzenie pomiędzy nimi jest niezapomnianym przeżyciem. Na szczycie można tez podziwiać panoramę Glesgow i piękno pobliskiej katedry.

Na oba zabytki poświęciliśmy ponad godzinę, aby już nie wracać piechota do samochodu i tracić przez to czasu zapakowaliśmy się w tutejszy autobus miejski. W niespełna 20 minut dowiózł nas w pobliże zaparkowanego samochodu. Bilet kosztował 1.5 funta na osobę więc było warto. Wyruszyliśmy z parkingu w stronę północy. Następny przystanek miejscowość Luss i  Loch ( jezioro )  Lamond.

Nasza opinia: Glasgow
Widoki
4/6
Zabytki
4/6
Cena
2/3
Facebook Comments

You may also like...